niedziela, 22 kwietnia 2012
Za mundurem panny sznurem
Podpytałam się wczoraj szanownej swej rodzicielki jak to było kiedy ojca mego poznała. Dowiedziałam się, że faktycznie w dniu kiedy go po raz pierwszy zobaczyła miał na sobie marynarski mundurek. Myślałam, że od razu na tą czapeczkę poleciała, ale nie! Okazało się, że matka początkowo ojca nie chciała, bo to, bo tamto się jej nie podołano. Dopiero później coś tam zaiskrzyło, bo ojciec za nią ciągle łaził. Ale dobra, ten problem jest teraz najmniej ważny ważne, że się spotkali, poznali i pobrali, a po kilku latach urodziłam się im ja. Kiedy powiedziałam rodzicielce, że w sumie też kręcą mnie mundurowi, uśmiechnęła się i rzekła: jednym słowem, nie daleko pada jabłko od jabłoni. Może i faktycznie pewne punkty widzenia odziedziczyłam po matce, ale powiedzmy sobie szczerze: od zawsze interesowałam się facetami uprawiający elitarny zawód. Marynarz, Kapitan, Żołnierz, Major (tam się dobrze nie znam na stopniach oficerskich), pracownik naukowy z tytułem Profesor albo Doktor Habilitowany - to mnie kręci. To są mężczyźni, którzy coś już w życiu osiągnęli, a przez to są dla mnie czegoś warci. Nie znoszę niezdecydowanych i niezaradnych życiowo oferm. Leni też nie lubię. Poza tym uwielbiam ludzi z pasją. Sama też mam pasje, marzenia i cele, na których skupiam się i dążę do ich realizacji, z uporem czasem nawet z niezłą determinacją. Zresztą facet w mundurze ma 100% do męskości i wolę aby robiło mi się słabo z wrażenia na widok takiego pana aniżeli zbierało się na wymioty kiedy widzę kolesia ubranego w obcisłe spodenki, kolorową, mocno dopasowaną koszulkę z kaszmirowym szalikiem i lepiej niż ja ułożonymi i ufarbowanymi włosami.
sobota, 14 kwietnia 2012
Nie pchaj się przed publiczność pierwszy
Siedzę tak sobie na zajęciach z XIX wieku, na których koledzy, koleżanki oraz pani profesor prowadzą "ożywioną" dyskusję na temat niewolnictwa u Amerykanców swego czasu. Chciałoby się nawet coś powiedzieć, włączyć się do dyskusji, ale nijak nie mogę zajarzyć o czym mówią siedzący gdzieś tam na końcu sali koledzy. Zaczynam czuć się w tej pierwszej ławeczce jak wieża kontrolna w Smoleńsku i za cholerę nie mogę załapać, z której strony leci do mnie dźwięk, a o dokładnym odczytaniu sensu wypowiedzi już nie wspomnę. Próbuję jeszcze bardziej niż zwykle się skupić, głową kręcę na wszystkie strony jak latarnia morska, czasem nawet odwracam się z nadzieją, że może chociaż z ust szanownego kolegi wyczytam o co mu biega. Ale wszystko to idzie się bujać, bo kolega szybko kończy, a pani profesor rzuca nowe hasło i cała zabawa zaczyna się na nowo. Po zajęciach nachodzi mnie pewna refleksja: Jeśli kiedykolwiek będziesz musiała uczestniczyć w podobnej dyskusji to choć byś chciała nie dasz rady, nawet przy najlepszych chęciach. W wyżej opisanych warunkach jest to po prostu niemożliwe z wiadomych względów. W takich sytuacjach skupiam się czy słyszę, a nie na tym czy rozumiem to co słyszę. Nie wiem na jakich zasadach współpracuje mój mózg z takim zewnętrznym urządzeniem, które przesyła mu przerobione impulsy do odpowiednich kor mózgowych. Jednak czasem mam wrażenie, że moje kory słuchowe idą sobie najzwyczajniej w świecie pobujać się gdzieś na zielonej łączce, podczas gdy ja muszę w szybkim tempie zacząć myśleć, kojarzyć i zapamiętywać fakty, które docierają do mnie drogą słuchową. Zastanawiam się jak mogłabym ten problem rozwiązać, albo chociaż wyćwiczyć swój tępy mózg, coby z łaski swej ogarniał szybciej podobne sytuacje. Nie wiedząc o czym mowa z reguły zmuszona jestem siedzieć w koncie cicho i modlić się by nie zrobić z siebie idiotki jeśli przyjdzie mi strzelić jakąś gafę, czyli powiedzieć coś zupełnie nie na temat, albo powtórzyć coś co już zostało uprzednio powiedziane. Jedno już wiem: nie pchaj się do życia publicznego wiedząc, że możesz narazić się na kompromitacje.
środa, 04 kwietnia 2012
Smoleńsk 2012
Niechybnie zbliża się 10 kwietnia. Zajrzałam raz na Onetowy portal i na oczy swe ujrzałam ten oto artykulik [tutaj]. Właściwie powinnam dać sobie spokój z komentowaniem wypowiedzi pani Gosiewkiej, ale po przeczytaniu kilku zdań naszła mnie pewna refleksja. "(...)nie wszystkie narządy były wsadzone do wewnątrz(...)" - stwierdziła łaskawie pani Beata. Może i ma rację, Rosyjscy patomorfolodzy wraz z ówczesną Pani Minister Kopacz urządzili sobie bitwę na organy, tak po prostu z braku zajęć kompletnie nie mieli co ze sobą począć. Ciało Prezydenta Rzeczpospolitej Polski zostało już dawno zidentyfikowane, zapakowane i wysłane priorytetem do kraju, więc największego problemu pozbyli się, a z resztą można sobie już dać spokój. Najwyżej stuknięci Polacy mając w nadmiarze gotówki, zabawią się w ekipę Z Archiwum X i dojdą do bardziej spektakularnych odkryć sekcyjnych, niż oni. Czytając takie bzdury plecione m.in. przez panią Gosiewką mam wrażenie, że co poniektórym to się już całkiem w głowach poprzewracało. Jeśli kobieta nie była w stanie identyfikować na miejscu ciała swojego męża, bo była w mega szoku, bólu i rozpaczy to z całym szacunkiem miała do tego prawo i jest to zrozumiałe. Jednak jeśli w dwa lata po katastrofie robi z tego wielki cyrk, nie znając się kompletnie na rzeczy to przepraszam ja bardzo, ale tego to tolerować nie mam zamiaru i pysk podniosę. Wychodząc do sklepu w swoim bagnie, słyszę rozmowy o Smoleńsku. Każdy ma na ten temat swoje zdanie. Oczywiście mądrzejsza część mojej miejscowości nie komentuje tego wcale, a tylko pobłażliwie słucha najgłośniej krzyczących o zamachu, uprowadzeniu i spisku. I okazuje się, że mamy w kraju najlepszych specjalistów z dziedziny lotnictwa, medycyny sądowej i politologii. A trzeba dodać, iż większość ledwo co szkołę podstawową ukończyła. Niby mają oni swoje zdanie na ten temat, ale tak naprawdę powielają opinie, które nasuwają im media oraz niektórzy politycy. Pod płaszczykiem "wybitnej wiedzy naukowej" z Wikipedii, którą chcą wszystkim pokazać, nadal kryje się głupota z ciemnotą. O czym świadczy choćby to, że gdy powiedziałam, iż zdecydowałam się polecieć, a nie pojechać to znajome z wielkimi oczami, a ty się nie boisz, że się rozbijesz?! |
Archiwum
Zakładki:
Starzy, dobrzy znajomi z Onetu
Z mojego podwórka
Znajomi z bloxa i innych cudów
|